Relacje 2012

DROGA DO TELFORD… [V]

By 14 listopada 2019 No Comments

DROGA DO TELFORD… [V]

DROGA DO TELFORD… [V]

…jak w drodze do Telford Europę zwiedzaliśmy.

Wtorek O7 listopada 2012.

Tomek_Kedzierski

Wyjechaliśmy ze Świdnicy 07.11.2012 o godzinie 11:oo pełni zapału i chęci zobaczenia czegoś nowego. Postanowiliśmy, iż do samej granicy jedziemy ciągiem, przed granicą tankujemy do pełna i wyruszamy dalej, do Berlina gdzie umówieni jesteśmy u naszego kolegi klubowego Petera. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy przyjechaliśmy na granicę a tu wszystkie stacje, kramy, hotele i co tam jeszcze – POLIKWIDOWANE.

 

 

Chcąc nie chcąc musieliśmy się wrócić parę kilometrów, aby dotankować i już bez większych komplikacji dotarliśmy na miejsce. Po wypiciu kawki i obejrzeniu najnowszego owocu pracy Petera – C47 – Berlin expres, pojechaliśmy dalej na północ aby zdążyć do Hamburga na godzinę 19:oo. Ostatecznie na nocleg do przyjaciół Tomka dojechaliśmy o godz.19:46 gdzie czekali na nas z kolacją. A jutro idziemy obejrzeć Świat Kolejek ?

 

Środa O8 listopada 2012.

Po przespanej nocy i sutym śniadaniu Prezes Tomasz zarządził – dzisiaj zwiedzamy Hamburg, a przede wszystkim muzeum kolejek. Zebraliśmy się i wyruszyliśmy w drogę zwiedzać miasto, najpierw wypróbowaliśmy linie autobusowe nr 147 znośnie i czysto ale kierowca grzał jak wściekły. Po kilku przystankach przesiedliśmy się na kolej miejską Ubahn1. Wysiedliśmy nieopodal Ratusza Miejskiego, pięknej budowli w stylu renesansowym.

muzeum_miniatur

Po przejechaniu kilku stacji  przesiedliśmy się na Ubahn3 i już po kilku przystankach byliśmy pod muzeum Miniatur Wunderland.

widok na port

Widok ze stacji na port.

widok z mostu na muzeum

Widok z mostu na Muzeum – to ostatnie w ciągu.

pod muzeum

Pod muzeum.

muzeum miniatur

Bilet kosztował nas jedyne 12 euro – i cały świat należy do ciebie

makieta

makieta stadionu

makieta lotniska

makieta

wc

W toaletach stojąc przy pisuarze lub susząc ręce też można oglądać miniatury.

Po zwiedzeniu muzeum postanowiliśmy obejrzeć miasto:

zabytki Hamburga

Resztki katedry w Hamburgu – ostał się tylko ten zabytkowy portal i wieża, która w czasie wojny była punktem orientacyjnym do przeprowadzania nalotów bombowych.

zabytki Hamburga
Stare Miasto

Po powrocie z miasta, odpoczynku i zjedzeniu kolacji pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami Petrą i Wolfgangiem.

Tomek z Wolfgangiem

Wolfgang i Tomasz

Z Hamburga ruszyliśmy do Dunkierki, na przeprawę promową. Wyjechaliśmy o godzinie 20:30, w terminalu załadunkowym zameldowaliśmy się o 6:00 – BYLIŚMY PIERWSI.

nasz prom

Od brzegu odbiliśmy o godzinie 8:00. Podróż zeszła nam na drzemce, po godzince mogliśmy podziwiać białe klify wybrzeża Wielkiej Brytanii.

na promie

Na promie

brzeg Anglii

Wejście do portu.

Piątek O9 listopada 2012

Umownie przemijam, że piątek dla nas zaczyna się od, zjazdu z promu. O godzinie 9:40 a przepraszam tu godzinkę należy cofnąć do czasu Greenwich, więc o 8:40 nasza noga, a właściwiej koła samochodu lądują na Angielskiej ziemi. Ruszamy w podróż przez angielską ziemię polegając na niezawodnej nawigacji GPS Pana Prezesa, a prowadzi nas sam Hołek, trasą przez środek Londynu dalej na Bedford, Northampton, Birmingham gdzie trafiamy na korek i nasza podróż wydłużyła się niestety o kolejną nieplanowaną godzinę. Wreszcie wyjeżdżamy na trasę do Telford, docieramy do hotelu Park Inn o 16:45. Szybkie formalności w recepcji i ruszamy z hotelu do hal Internationale Center, bo wjazd wyznaczony mamy na 17:oo. Przedzierając się przez sfory ochroniarzy, kierujących ruchem i sprawdzaczy przepustek docieramy autem pod same stoły nr 3211 i 3212 w strefie Overseas Area hali nr 3 aby rozłożyć naszą ekspozycję klubową, a tak przy okazji – ile kosztuje zatrudnienie takiej ilości ochroniarzy?

My „pracowicie i w pocie czoła” tworzymy ekspozycję rozkładając przywiezione z domu “szpeje” a Angole w tym czasie wprowadzali do hali smrodząc niemiłosiernie i z wielkim hukiem zrekonstruowane pojazdy z II WW.

militaria

oto one Daimler Dingo Scout car oraz Valentine DD Tank

lynx

oraz resztę całkiem sporych zabawek – tu całkiem nowy Lynx Helicopter AMX 30B Royal Navy

Po rozłożeniu wystawy powędrowaliśmy spacerkiem po halach zaglądając co tam kto przywiózł i pokaże publice. To jest dobry czas na rekonesans, jest spokojnie, po halach nie przewala się tłumek “zwiedzaczy” i nie przeszkadzając zbytnio zajętym wystawcom można pogadać na poszczególnych stoiskach.

No cóż wreszcie po wyczerpującym i pełnym wrażeń dniu zatrzaskujemy drzwi samochodu, dostajemy zgodę na otwarcie bramy wjazdowej i wyjazd z hali. Wracamy do hotelu na zasłużony spoczynek.

 

Sobota 10 listopada 2012

Nasz Hotel

Dzień rozpoczął się przyjemnie, wreszcie nie musimy siedzieć w samochodzie i drogę z hotelu do Internationale Center odbyliśmy pieszo (0,8 mili 15 min.). Po odwiedzeniu stoisk zaprzyjaźnionych klubów i modelarzy wystawiających się na tej imprezie, brnąc przez trzy hale dotarliśmy wreszcie do naszego stoiska.

Koło południa w strefie Oversize Area zaczął się  ruch i przygotowywania do tradycyjnego telfordowskiego modelarskiego szwedzkiego stołu. Poszczególne ekipy rozpakowują przywieziony “futter”, co tam kto ma i z domu przytaszczył. Możemy zatem spróbować specjałów z najprzeróżniejszych okolic Europy, nie zabrakło oczywiście naszych wspaniałych wędlin i napojów – nie zawsze jednak orzeźwiających. Wówczas pojawiła się reszta naszej ekipy klubowej – Inga, Mariusz, Arek, Jacek, Bartek oraz Kuba, którzy nas wsparli w trudnym reprezentowaniu barw klubowych i przełamywaniu barier językowych przy nowych kontaktach z innymi klubami obecnymi na konwencji w Telford.

rozmowy ze Szwedami

Mariusz nawiązuje kontakty ze Szwedami – nie wiem czy ten Szwed będzie jutro pamiętał, dlaczego głowa go tak boli

na zdrowie!

Inga zaś zaprzyjaźniła się bardzo ze Słowackim klubem, a własciwie to raczej  słowacki klub baaardzo się starał się z nią zaprzyjażnić

rozmowy,rozmowy

Tomasz opowiada Garemu Venko historię naszego klubu dokumentując ją Kroniką Klubu – widnieją w niej zapisy od 1979 roku, co wzbudza jego zainteresowanie i podziw że i my mamy spory kawałek w historii modelarstwa jak tu mowią plastikowego

Niedziela 12.11.2012

Nasze stoisko było zwiedzane przez wielu uczestników wystawy, w szczególności magnesem były dwie kolekcje klubowe samoloty Stanisława Skalskiego oraz Manfreda von Rchthofena. Między innymi odwiedził nas pan Wojciech Benziński, który okazał się synem f/sgt Kazimierza Benzińskiego – pilota dywizjonu 302. Opowiedział nam o swoim ojcu, pokazał zdjęcia oraz podarował książkę wraz z dedykacją dla klubu.

benziński-ojciec i syn

Pan Wojciech Benziński

O godzinie 13:oo zostaliśmy poproszeni przez Tonego Hortona (Competition Secretary) o wskazanie modeli do nagród fundowanych przez nasz klub w kategoriach: Richtchofen Tropy i Polish Colour Modelairacraft Trophy.

W pierwszej kategorii – Richtchofen Tropy wybraliśmy model samolotu FE2b autorej jest hiszpan Jose Maria Martinez Fernandeza. To już drugi “Richthofen” jaki Martinezowi przyznała Kapituła IPMS Świdnica.   iViva España!!!

wręczenie statuetki Richthofena

Prezes wręcza nagrodę Jose Marii Martinez Fernandezowi

fe2b

nagrodzony model FE2b

W drugiej kategorii Polish Colour Modelairacraft Trophy nagrodę otrzymał Konrad Spałek z Wielkiej Brytanii za model samolotu Antonov WSKPZL AN2 TD. Konrad jest członkiem klubu “IPMS Cornwall”.

winner

An-2

Prezes wręcza nagrodę Konradowi Spałkowi za model AN-2 i sam model AN-2 w polskich barwach

Oczywiście musimy również pochwalić się naszymi osiągnięciami:

  • Arkadiusz Walerowicz za kolekcję samolotów MiG 21w skali 1:144 otrzymał wyróżnienie
  • Krzysztof Bytniewski za śmigłowiec Mi-24D w skali 1:72 również otrzymał wyróżnienie

Więcej zdjęć w GALERII FOTO.

 

my z ogrganizatorami

Przedstawiciele klubu wraz z organizatorami.

Od lewej: Mariusz Koba, Arek Walerowicz, Gary Wenko – Overseas Liaison Officer, Paul Regan – President IPMS UK, Jacek Miśkiewicz, Tomek Kędzierski

best of show

A oto model który zdobył Best of Show wystawy – Modern Steam Monobike 1896 – autor Stefano Marchetti z Włoch. Bravo Italia

Odwiedziliśmy stoisko IPMS Serbia, byliśmy ciekawi kto nas lubi na Facebooku. Powitał nas tam prezes Miroslav D.Śljivić, z którym Tomasz odbył krótką konferencję. Otrzymaliśmy od klubu Serbskiego w wersji elektronicznej pierwszy numer ich periodyku “maketar plus”.

O godzinie 16:oo organizatorzy ogłosili zakończenie tegorocznego SMW więc nadszedł czas pakowania i porzegnań. Po spakowaniu modeli, pucharów, dyplomów “szpejów’ z wystawy i pożegnaniu się z przyjaciółmi z innych klubów musieliśmy poczekać na możliwość wjazdu samochem na halę pod nasze stoisko aby cały ten majdan upchnąć do niego. Ale priorytet nasz nie był priorytetem organizatorów, w pierwszej kolejności wyjechały z hali Valentine DD Tank i Daimler Dingo Scout car, potem z hali wytoczono Royal Navy Lynx Helicopter .

start linxa

…przed hangarem


i wówczas okazało się iż będziemy mogli na żywo obejrzeć start tego śmigłowca – niezatarte wrażenia.

Wreszcie pakowanie i wyjazd do hotelu.

 

Poniedziałek 12.11.2012

Poranna toaleta śniadanko i wyjazd do Royal Air Force Museum w Cosford. Przyjechaliśmy na miejsce o godzinie 9:10, a muzeum otwierają o godzinie 10:oo – czekamy. Parking płatny do 3 godzin 2,5 funta powyżej 3 godzin 3,5 funta. Oczywiście na miejscu przywitała nas miejscowa, jakże urocza pogoda, co widać na zdjęciach. Muzeum podzielone jest na kilka działów:

  • National Cold
  • War Exhibition Warplanes
  • Collection Test Flight Transport Collection in Hangar 1

 

Nam udało się zacząć zwiedzanie od hangaru nr 4 czyli warsztatu konserwatorskiego gdzie mogliśmy obejrzeć rozłożonego Harriera, Wellingtona. Z Tomaszem rzuciliśmy się do dokumentowania wszystkiego co było w zasięgu naszych obiektywów.

harrier

Harrier

wellington
Gondola Wellingtona

O godzinie 13:oo byliśmy gotowi do powrotnej drogi. Hołek wyznaczył nam trasę i pojechaliśmy do Dover na prom. Załadunek zaczęliśmy o godzinie 20:oo a wypłynęliśmy o godzinie 21:oo.

 

Wtorek 13.11.2012

Po zjeździe z promu wyznaczyliśmy drogę do domu, wyszło nam 1250 km. Ruszyliśmy, po zjedzeniu kolacji i kilku postojach powitał nas świt na terenie Niemiec.

Do domu dotarliśmy około godziny 17:15. I tak nawijając na koła 3.488 kilometrów plus te które zaliczył prom kiedy nas taszczył tam i z powrotem – wróciliśmy do domu

Chciałem wyrazić szczególne podziękowania mojemu towarzyszowi podróży Tomaszowi Zbigniewowi Kędzierskiemu.